Difference between revisions 367097 and 367200 on plwikisourceW wieczny cień. Spadła śmierci już zasłona Na żywota grzeszny dzień: Idzie dusza potępiona W wieczny cień; Idzie w ciemność tak leniwo, Na rzucony patrząc świat, Gdzie występków smutne żniwo I zbrodniczy został ślad; Widzi każdą myśl swą czarną — Jak jej zniszczyć nie mógł zgon, I szkodliwe widzi ziarno — Jak obfity daje plon. Złe na gorsze się przemienia: Błędy oca bierze syn I z pokoleń w pokolenia Spada ciężar dawnych win. Więc przeklęte widząc koła I występku tajną moc, O zatratę własną woła, O nicestwa głuchą noc -- I, przez ognia idąc rzeki, Straszną rozpacz niesie w dal; Chce się ukryć gdzieś na wieki W płomienistych głębi fal; Chce, by płomień wyżarł z łona Nieśmiertelny bytu rdzeń... Idzie dusza potępiona W wieczny cień! '^Syś^J® Nieśmiertelni. rzez mgły czasu, w otchłań wieków Zaglądając, widać w dali Pośród mętnych plemion ścieków, Wśród burzliwej ludów fali — Nieśmiertelnych, co przetrwali Długą kolej pierzchłych wieków. W próchnie ziemi, w dziejów pyle Rozjaśnione twarze świecą; Ku nieznanej ich mogile Duchy nowych mężów lecą, By wyprosić światła nieco Na jutrzejszą świtań chwilę. Na świeczniku z trupich kości, Niezgryzieni pleśnią rdzawą, Stoją żywcem wśród ciemności Nad przebrzmiałą życia wrzawą I płomieniem swym jaskrawo Oświecają twarz ludzkości. Każdy w swego wieku łonie Całą jego myśl zawiera; Ster przyszłości biorąc w dłonie, Nową jutrznię rozpościera— A zaczęta przezeń era Nieśmiertelne wieńczy skronie. Panieneczka... p> JLsanieneczka, panieneczka Czesze złoty włos. Śpiewną piosnką brzmią usteczka, Nuci sobie w głos... Białe lilie cicho drzemią Otulone w cień, Kołysane ponad ziemią Falą chłodnych tchnień. Noc zamyka im kielichy, Strzegąc czystych szat, W niewinności pozór cichy Stroi biały kwiat I powiada: — „Śpijcie w cieniu. Śpijcie póki czas! Gdy zaświta — w swym płomieniu Słońce spali was. „Nie wzdychajcie, ach, przedwcześnie Do skwarnego dnia: Wymarzone szczęście we śnie Krótko potem trwa.” Ale lilie, choć stulone Nocny piją chłód, Już w słoneczną patrzą stronę Na różowy wschód. Oczekują tęsknie chwili. Gdy z pieszczotą już Biały kielich im odchyli Blask promiennych zórz. I daremnie noc na straży Swych udziela rad: O miłości dziewczę marzy, A o słońcu kwiat. Ody ostatiiia róża zwiędła. dy ostatnia róża zwiędła, Rzekłam chłopcu: „Idź;” Zerwała się złota nić, Którą miłość przędła. Poskoczyłam jak najprędzej Świeży wątek' wziąść. Chciałam złotą nitkę prząść... Lecz zabrakło przędzy. Zakwitnęły róże znowu, Nić się nie chce snuć... Próżno wołam: „Luby, wróć!” On nie wierzy słowu. -fcS^cCP- Kopciuszek. W gniewie zaklęła ją wróżka — I odtąd biedna królewna Przybrała smutną postać kopciuszka: W lichej odzieży Na rozkaz bieży I nosi wodę i drewna. Napróżno w jej czystem łonie Skarbów zawiera się mnóstwo I w niewidzialnej próżno koronie Jej piękność świeci. Gdyż ziemskie dzieci Dojrzały tylko ubóstwo. Nieraz w jej państwie zaklętem Rycerski stanął królewic; Lecz na jej odzież spojrzał ze wstrętem— I poszedł dalej, I z złotej sali Wziął jedną z poślednich dziewic. Astry Znowu więdną wszystkie zioła; Tylko srebrne astry kwitną, Zapatrzone w chłodnych niebios Toń błękitną. Jakże smutna teraz jesień, Ach, smutniejsza niż przed laty, Choć tak samo żółkną liście. Więdną kwiaty, I tak samo noc miesięczna Sieje jasność, smutek, ciszę, I tak samo drzew wierzchołki Wiatr kołysze; Ale teraz braknie sercu Tych upojeń i uniesień, Co swym czarem ożywiały Smutną jesień. Dawniej miała noc jesienna Dźwięk rozkoszy w swoim hymnie. Bo anielska czysta postać Stała przy mnie... Przypominam jeszcze teraz Bladej twarzy alabastry, Krucze włosy — a we włosach Widzę jeszcze ciemne oczy... I pieszczotę w ich spojrzeniu; Widzę wszystko w księżycowem Srebrne astry:.. Oświetleniu... El....y Poezye. Tom III. 18 Tym, którzy smutni. Tym, którzy smutni, tym, którzy zgnębieni W milczeniu tylko i cierpią i giną — Tym dla serc trzeba jaśniejszych, promieni Nad idealną świecących krainą. Im zimne słowa mędrców nie wystarczą I praw koniecznych bezwzględna powaga Nie będzie dla nich osłoną ni tarczą, Gdy serce gwałtem szczęścia się domaga. Trzeba im pociech, których nie da życie, Trzeba anielskich uśmiechów w błękicie, Trzeba litosnej nad światem opieki, Trzeba miłości wiecznej — choć dalekiej... Dałam ci rqoc. ałam ci moc nad sercem ludzi,— Moc, której próżno przeczą, Gdyż ona łzy i zachwyt budzi, Wstrząsając pierś człowieczą. Piękności czar — ton nie przeminie, On'wieczną'jest potrzebą; I ludzki duch wciąż za nim płynie, W błękitno patrząc niebo. Piękności czar — ten zawsze będzie Nad światem dzierżyć władzę, 1 swoją woń rozsiewa wszędzie Kwiat każdy, co zasadzę. Niechaj więc chłód i cisza głucha Wśród świata cię nie ziębi: Najlepszy siew twojego ducha W serc cichej wejdzie głębi. Tych śpiewnych brzmień, co ja poruszę. Niepamięć nie pogrzebie; Lecz, choćbyś dał swą całą duszę, Nie żądaj nic dla siebie. Nie żądaj nic od biednej rzeszy, Zmęczonej życia znojem: Ty rzucaj blask, co ją pocieszy, I sercem nakarm swojem. Idź sobie w grób, nieznany światu, Bez żądzy sławy próżnej, Bez wieńców róż, bez mirtów kwiatu. Bez bratnich łez jałmużny. Ziszczenia snów, owoców trudu, Nie pragnij tu oglądać: Dałam ci moc nad sercem ludu, — Nie możesz więcej żądać! Dzieje piosenki. I^Iarodziła się w duszy poety W łez mroku, Wywołana miłością kobiety Jako tęcza na marzeń obłoku, — Śpiewnych dźwięków odziana sukienką, Drgnieniem serca dobyta z nicości, Przyszła na świat naiwną piosenką Miłości. Upajała melodyjnem tchnieniem Pierś młodą I nad starców rozwianem marzeniem Słodkich wspomnień jaśniała pogodą; Wzgórza brzmiały jej rozkosznem echem, Przedrzeźniali ją Faunowie leśni, Płoche Nimfy wtórzyły z uśmiechem Tej pieśni. Przeszły wieki świeżości młodzieńczej I krasy; Nikt się teraz różami nie wieńczy, Wchodząc z troską codzienną w zapasy; Nie słuchają już Nimfy na łące I nie wtórzą piosnkom w wieczór letni: Zagłuszyły dziś burze huczące Głos fletni. Jednak pieśń ta, starodawna, grecka. Wciąż wraca! Nieśmiertelnym swym uśmiechem dziecka Chmurne niebo nad ziemią wyzłaca, — Wraca z każdą serc i wieków wiosną, Połna dziwnej, niespożytej siły, I roztacza w koło woń miłosną Z mogiły. Nie rqów. ie mów!—chociażbyś miał ginąć z pragnienia— Że wszystkie źródła wyschły już bijąoo: Tyś gonił pustyń piaszczystych złudzenia, A minął strumień na zielonej łące. Nie mów! — chociażbyś umierał z tęsknoty, — Że niema czystej miłości na ziemi: Tyś pewnie w drodze blask jej rzucił złoty, Za ognikami zdążając błędnemi. Nie mów, że wszystko, czegoś ty nie umiał Odnaleźć w życiu — marą jest zwodniczą! Zdrój czystych uciech będzie innym szumiał I inne serce poił swą słodyczą. XI. Kwiaty i chwasty. Są kwiaty tyle barwne i ponętne tyle, Że ściągają do siebie pszczoły i motyle; Stoją wśród zalotników skrzydlatego wieńca I nie mają obrony innej prócz rumieńca, I źle im wróżą wszystkie doświadczone zioła, Wiedząc, że słodycz lubi i motyl i pszczoła. Są inne, mniej powabne, lecz przezorne, chwasty, Co stoją najeżone jak oset kolczasty... I te, przed napastników zuchwałą pogonią Zabezpieczone, łatwo kolcami się bronią I dumne są z zwycięztwa—nic bowiem nie wiedzą. Że je pomimo kolców wreszcie osły zjedzą. Pokora poetów. j^iezwykle pokornego spotkałem poetę... Wśród poufnej rozmowy przyszedł na myśl Goethe— I mówiliśmy o nim... Wtem poeta, skromnie Spuściwszy swoje oczy, odwraca się do mnie I wręcz mnie zapytuje: „Czy zgadniesz, kolego, W czem ja jestem właściwie wyższy od Goethego?” Jam zdrętwiał—a on, widząc, że nie zgadnę, skoro Rzecze: „Ja jestem wyższy od niego pokorą.” Uczeni. (3tdy przybędzie do miasta obcy kruk uczony, Wnet na niego miejscowe napadają wrony; Dzióbią go bez litości, wyskubują pióra. Próbując: czy grzbiet giętki i hartowna skóra? Jeśli konieczną mędrcom cierpliwość posiada, Wtedy go mądre wrony przyjmują do stada; A do wielkiego bractwa gdy się raz zapisze, Wolno mu wraz z drugimi dzióbać znów przybysze. Ironia dziwnem jest ziółkiem, co żyje Łzami i bólem, a śmiechem zakwita; Na gruzach szczęścia jako bluszcz się wije, A w jego wieńcach ruina spowita, Choć krwawo ślady w łonie swojem kryje, Zawsze uśmiechem przechodzących wita I własną pustkę i smutek wyszydza — Przed okiem widza. Marnotrawcom. r^Iioch nikt sił własnych nadto nie przecenia, Ani też nadto w swą szlachetność wierzy: Trzeba się liczyć z czynem poświęcenia I marnotrawić serca nie należy. Kto dobrowolnie lepsze swe natchnienia Wyda na pastwę przechodniów grabieży, Temu zabraknąć może sił zasobu. Aby z godnością dojść później do grobu. -6X3- Żaby. aby, jak to wiadomo, lubią siedzieć w bagnie... Choć która zeń wyskoczy, zaraz wracać pragnie: Więc choć są zniewolone czasem do podróży, Zawsze na nocleg trafią do jakiej kałuży, A wróciwszy do siebie, powiedzą z prostotą, Że w całym świecie wszędzie jednakowe błoto. Są ludzie, co tak samo wydają wyroki, Że kałużą zepsucia cały świat szeroki, I że wszędzie, gdzie spojrzeć, wysoko, czy nizko, Trzeba zawsze jednakie napotkać bagnisko. Lecz ja, kiedy usłyszę te skargi rozpaczne, Zaraz surowych sędziów podejrzywać zacznę I myślę sobie w duchu: Ci pewnie z ochotą, Jak żaby, lubią wszędzie wyszukiwać błoto. ”Wielkiernu człowiekowi. esteś wielkim człowiekiem: bądź nim gdzie [należy, Lecz do śmiertelnych przychodź w zwyczajnej [odzieży; Bierz za przykład Jowisza, co, choć gromowładny, W dom śmiertelnych przychodził grzeczny i układny, Nie chcąc zbyt żywym blaskiem olimpijskiej chwały Razić biednej ludzkości wzrok niedoskonały. Więc i ty, kiedy schodzisz w towarzystwo ludzi, Nie bierz ze sobą gromu, który postrach budzi, Nie przynoś orlich spojrzeń, tytanicznych postaw— Lecz wielkość z kaloszami w przedpokoju zostaw! jyz—S^J Umysł mędrca. rr VIXłęboki umysł mędrca z swojego ogniska Jak brylant różne barwy i odblaski ciska, A chociaż wciąż się mieni w barwnej świateł zorzy, Z pojedynczych odblasków harmonia się tworzy. Umysł pedanta, nakształt brukowych kamieni. Tęczowemi barwami nigdy się nie mieni I w tem dumę pokłada, że, wciąż jednej miary. Zawsze jest jednostajny, bezbarwny i szary. Przy czy r^owość. Pałasz rozum, ułatwiając poznanie zagadki, Wiąże następujące po sobie wypadki I związek zależności przeprowadza ścisły W szeregu, co najbliżej podpada pod zmysły: Więc o zjawiskach twierdzi w dochodzeniu krótkiem, Że jedno jest przyczyną, a drugie jest skutkiem. Szukając zaś przyczyny, często nasza wiedza Bierze za nią fakt błahy, co skutek poprzedza., i gotowa nauczać, że sprawcą niepogod Był piejący przed deszczem na podwórzu kogut. Dwa spotkania. §)potkałem go w młodości dniach — W objęcia moje upadł on I rzekł mi: „Bracie, w wspólnych snach Znajdziem zwycięztwo albo zgon!” Spotkałem go po latach wielu, Spotkałem na środku rynku, — W objęcia padł: „A.ch, przyjacielu! Zawołał—chodźmy do szynku!” XII. -----⏎ ⏎ ⏎ ⏎ SPISY ALFABETYCZNE. A. Album pani Tarnowskiej * III 147—199 B. Asceta I 140-147 C. Aszera 1 159—163 D. Baśń tęczowa* III 3— 7 E. Freska starożytne 11102-112 P. Legenda pierwszej miłości III 8— 13 G. Na pobojowisku 1 189-195 (contracted; show full) KONIEC TOMU TRZECIEGO. (*) Tytuły z Dz. lit. zawdzięczam panu Mieczysławowi Offmańskiemu. który' roczniki tego czasopisma z lat 1304- 70 przejrzał i zebrane pozycye bibliograficzne do zużytkowania mi nadesłał. (Przyp. wydawcy literackiego). All content in the above text box is licensed under the Creative Commons Attribution-ShareAlike license Version 4 and was originally sourced from https://pl.wikisource.org/w/index.php?diff=prev&oldid=367200.
![]() ![]() This site is not affiliated with or endorsed in any way by the Wikimedia Foundation or any of its affiliates. In fact, we fucking despise them.
|